Samorozwój jest czymś dla bezrobotnych

Od czasu do czasu spotykam publikacje ludzi, którzy ciągle „szukają siebie” i nazywają to samorozwoju. Regularnie „próbują czegoś nowego”. Ciągle się czegoś uczy. Regularnie zmieniaj coś w swoim życiu.

Co ciekawe, jeśli oglądasz je wystarczająco długo, zauważysz, że w rzeczywistości nic się nie zmieniło. Samo „znalezienie siebie” stało się stylem życia.

Zawodowo rzadko im się to udaje. W końcu musisz to zrobić dogłębnie, a nie próbować znaleźć coś nowego przez cały czas. W związku z tym ich kariera nie rozwija się zbyt dobrze. Na co narzekają od czasu do czasu, zarzucając całemu światu „bycie niezauważonym”, „nie awansowaniem” itp.

To prawda, że ​​z reguły narzekają nie za długo, ponieważ trzymają się jakiejś „nowej okazji” i kierują na nią swoją uwagę.

Nawiasem mówiąc, są to firmy. Nawet częściej niż ludzie. Żyją zgodnie z pewnymi ustalonymi rutynowymi algorytmami i zgodnie z historycznie ustalonym systemem relacji. I od czasu do czasu pierwsi ludzie angażują się w jakiś nowy pomysł i zaczynają coś w rodzaju „digitalizacji” lub „starzenia się”, mając nadzieję, że teraz na pewno nastąpi przełom.

Ale mija trochę czasu, a zapał pierwszych osób rozpływa się w niewypowiedzianym systemie reguł, który miele wszelkie inicjatywy idące przynajmniej z góry, a nawet z dołu. I wszystko znów się uspokaja. A firma pozostaje w swoim przytulnym kącie. Nie rozwija się, ale częściej trochę stagnuje.

I tak jak w przypadku osób prywatnych, firmy poświęcają cały wysiłek na spotkania i sesje strategiczne, podczas których ustalane są wielkie cele, idą w piasek. Ponieważ szablony mają większą szansę na wygraną niż inicjatywy. Ponieważ cele są ustalone, ale system się nie zmienia. I dopóki pierwsze osoby go nie zmienią, firma pozostanie w wiecznym „poszukiwaniu siebie”.

Podobne Artykuły